Portret rodziny próbującej wyjść z sytuacji, która wydaje się być bez wyjścia.
Tak bym ujęła w jednym zdaniu treść znakomitego filmu Johna Camerona, na podstawie scenariusza Davida Lindsay’a-Abaira, pod tajemniczym tytułem „Rabbit hole”, w doborowej obsadzie z Nicole Kidman i Aaronem Eckhart’em w rolach głównych.
Becca i Howie Corbett byli normalnym, szczęśliwym małżeństwem, aż do momentu , kiedy to ich zwyczajny, poukładany świat wali się niczym domek z kart. Wszystko się zmienia, kiedy ich 4-letni synek Danny wybiega na ulicę za swoim psem i ginie pod kołami samochodu.
Zaczyna się rozpaczliwe poszukiwanie sposobów na nowe życie. Nowe, bo po utracie jedynego synka. Każde z małżonków inaczej radzi sobie z tą niewyobrażalną traumą. Początkowo kluczą w labiryncie wspomnień, wzajemnych pretensji i żalu do siebie z którego nie potrafią się wydostać.
Becca nieoczekiwanie znajduje pocieszenie w spotkaniach, a potem w pewnym sensie -przyjaźni z Jasonem – nastoletnim autorem komiksu/ pt: „Rabbit hole”/, który właśnie prowadził samochód pod którym zginął Danny.
Tymczasem Howie szuka pocieszenia w terapiach pośród obcych sobie ludzi, których dotknęła podobna tragedia. Wydaje się, że oni mogą mu dać dużo więcej ukojenia, niż żona. Każda z tych metod wydaje się dobra, jeśli jest w stanie sprawić, by ta dwójka potrafiła do siebie wrócić.
By tak naprawdę potrafiła wrócić do życia. ….







