Byłabym nieszczera, gdybym powiedziała, że zupełnie nie zależało mi, by film Agnieszki Holland „W ciemności” dostał Oscara.
Bo Oscar to wciąż symbol, szczyt, o którym marzy chyba każdy artysta związany z kinem.
Mając statuetkę przekracza się „artystyczny Rubikon”.
I dopóki świat kina nie wymyśli prawdziwej konkurencji dla Oscara, wciąż ta nagroda będzie najbardziej prestiżowa.
Jednak to, że Agnieszka Holland nie dostała Oscara za swój film, to tylko to i nic więcej nie oznacza.
Nadal „W ciemności” jest przejmującym, doskonałym filmem, który kruszy schemat filmów o Holocauście z przejmującą rolą Roberta Więckiewicza. Główny bohater /L.Socha/ na oczach widza, w niezwykle wiarygodny sposób przechodzi metamorfozę i dojrzewa do roli Polaka ratującego życie Żydom.
Jeszcze kilka słów o Robercie Więckiewiczu. Poznaliśmy się 3 lata temu, przy okazji nadania mu Honorowego Obywatela Nowej Rudy. Naszego rodzinnego miasta. To, co mnie w nim najbardziej urzekło, to , to, że jest taki zwyczajny, prostolinijny, bezpośredni i co najważniejsze silnie związany z Nową Rudą. Zawsze podkreślający skąd pochodzi i jak bliskie mu jest rodzinne miasto.
I cóż, że bez Oscara? My Polacy już ma swojego aktora na miarę Seana Penna, czy Dustina Hoffmana.







