Wydaje się, że są one nieprzekraczalne i nieprzesuwalne.
Z podkreśleniem na wydaje się. Rzeczywistość skrzeczy i pokazuje, że chyba nie ma granic absurdu.
Przynajmniej dla niektórych polityków w sprawie katastrofy smoleńskiej.
Jedno mnie tylko zastanawia, czy to jest niebywały cynizm polityczny, czy już szaleństwo?
Mam wrażenie, że w obu tych przypadkach granice dawno zostały przekroczone
I to jest najbardziej przerażające!







