Gdzieś kiedyś przeczytałam, że pesymista narzeka na wiatr, optymista oczekuje, że wiatr się zmieni, a realista dostosowuje swoje żągle. To mnie kolejny raz skłoniło do zastanowienia, do której postawy jest mi najbliżej.
Chyba jednak jestem realistką.
Naturalnie, miewam chwile huraoptymizmu, czy zwątpienia, ale w ogólnym bilansie realizm bierze górę. Miewam takie dni, kiedy mam wrażenie, że nie będę potrafiła ogarnąć chaos mojego życia w pędzie. Wyjazdy do sejmu, praca w regionie, spotkania z mieszkańcami, dyżury poselskie. Ale czasem, ku mojemu zaskoczeniu, jakoś udaje mi się na bieżąco porządkować i realizować swoje plany.
Zatem chyba jednak jestem realistką, bo staram się każdego dnia brać „byka za rogi”, by przeżywać w pełni kolejny dzień.
Życie jest na tyle piękne, że szkoda czasu na pesymizm, a na szczęście składają się drobne radości dnia codziennego.
Choćby małymi kroczkami nadchodząca wiosna….







