Pacta sunt servanda
Tak! umowa rzecz święta i o tym powinien wiedzieć każdy człowiek, gentelmen, biznesmen, ale nade wszystko Głowa Państwa- teoretycznie wzór i przykład dla Narodu.
Ponoć, w końcu, łaskawie, jutro, po powrocie z Rumunii Pan Prezydent ma podpisać, nota bene przez siebie wynegocjowany Traktat Lizboński.
Jak tłumaczył, z uporem godnym lepszej sprawy, że czeka na naród Irlandzki, na wyniki referendum i na zgodę Irlandczyków. Wydaje się co najmniej dziwnym, że nasz Prezydent liczy bardziej z opinią narodu z Zielonej Wyspy, niż swojego!
Czyżby, jak mniemam w swojej megalomanii, zapomniał o istocie sprawowania Urzędu Głowy Państwa ? Że Prezydent jest dla narodu, a nie odwrotnie!
Ta łaska wielkopańska nawet nie jest już żenująca, nie jest nawet śmieszna. Przybiera coś na kształt karykatury.
Ale to nie wszystko! Coś za coś- Pan Prezydent podpisze, ale w zamian za gotowy projekt ustawy kompetencyjnej. Również od opracowania tego prawa, dającego Prezydentowi wpływ na kształtowanie polskiego stanowiska na forum UE, uzależnił swoją zgodę na Lizbonę.
Tak więc powstała jakaś paranoiczna sytuacja. Otóż wynegocjowany kompromis przez siebie w Traktacie, sam sobie obwarował licznymi warunkami by go ratyfikować!
Prawdopodobnie jutro, za sprawą wspaniałomyślnego, jedynego i wyjątkowego Męża Stanu, Naród Polski dostąpi zaszczytu i Polska zgodnie z prawem przystąpi do Traktatu Lizbońskiego.
A dlaczego? Bo Prezydent zachował, jak mniemam, resztki instynktu samoobronnego.
Niepodpisanie byłoby dla niego już tylko śmiercią polityczną.







