/Jest czas na mowę i na milczenie/
Uważam, że zdecydowanie milczenie kandydata PIS na prezydenta, wyczerpało się w swojej formule.
Jego milczenie, w czasie własnej kampanii, do pewnego momentu miało spełnić jakieś zadanie. Było, jak mogę się domyślać, jakimś przekazem do narodu, do swoich potencjalnych wyborców.
Prawdopodobnie to „milczenie zwraca” się do wyborców słowami: „ Nie jestem gotowy na konfrontację, na polemikę, na spór. Proszę o czas, by móc stanąć do debaty z kontrkandydatem, bo moja sytuacja życiowa, czysto ludzka w jakiej się znalazłem, jest przecież wyjątkowa”.
I z tym się można zgodzić, też tak zwyczajnie, po ludzku.
Tylko czy postawienie się w roli ofiary jest wystarczające, by usprawiedliwić swoją nieobecność w czasie swojej własnej kampanii?
Dzisiejsze sondaże badań opinii publicznej mówią Panu Prezesowi, że ta formuła właśnie się wyczerpała, słupki poparcia spadają. Tylko dzisiaj, o 3 punkty procentowe.
Czas stanąć do prawdziwej kampanii wyborczej, do żywej debaty o programie, o wizji przyszłej Polski. Dać czytelny, prawdziwy i żywy przekaz Polakom, jakim się chce być Prezydentem i jak wyobrażam sobie sprawowanie tego najwyższego urzędu w Polsce.
Panie Prezesie czas podjąć tę rękawicę!







