Mimo apeli o weto ustawa, która ogranicza wsparcie dla producentów energii odnawialnej, 14 sierpnia br. została podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę.
Ustawa o OZE zawiera dwa artykuły i przeszła przez Sejm w ekspresowym trybie. Prace nad ustawą nie podlegały konsultacjom, a ekologów, którzy chcieli wejść na posiedzenie komisji, nie wpuszczono do Sejmu. Ustawa ograniczy subsydia dla producentów zielonej energii i umożliwi kontrolowanym przez państwo koncernom energetycznym zerwanie podpisanych na wiele lat umów na kupowanie zielonego prądu z ekologicznych elektrowni.
Zasadniczą zmianą w nowelizacji jest rezygnacja ze stałej wartości tzw. opłaty zastępczej, wynoszącej 300,03 zł/MWh i powiązanie jej z rynkowymi cenami świadectw pochodzenia energii z niektórych OZE – zielonych certyfikatów (w praktyce wiatraki) oraz błękitnych certyfikatów (biogaz rolniczy). Opłata ma wynosić 125 proc. średniej ceny danych certyfikatów z poprzedniego roku, ale nie więcej niż 300,03 zł/MWh.
O weto apelowały m.in. Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej i Polska Izba Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej. Zastrzeżenie miał również Związek Banków Polskich, które kredytowały budowy farm wiatrowych, których właściciele po wprowadzeniu przepisów mogą mieć problem ze spłatą pożyczek.
Ekolodzy do ostatniej chwili łudzili się, że prezydent zawetuje ustawę o OZE. Scenariusz weta był prawdopodobny, ponieważ nie było jej w pakiecie ośmiu innych ustaw podpisanych przez prezydenta 3 sierpnia, a które wyszły z Sejmu dokładnie w tym samym czasie co nowela o OZE.
Organizacje branżowe oceniają ją jednoznacznie – to zła ustawa.







