Im dłużej żyję, tym większy mam dystans do wielu spraw. Mniej się emocjonuję tymi, na które nie mam wpływu.
Jeśli się buntuję to inaczej, bo dojrzalej. Oddzielam ziarno od plew systematycznie, precyzyjnie i z wielką cierpliwością. Często bez zbędnej emocji. W zamian, jestem gąbką chłonącą zewsząd wiedzę, doświadczenie, cudze mądrości, błędy, swoje przemyślenia, refleksje a i swoje błędy. Buduję swoją układankę z życiowych wielkich i małych spraw. Równoważę rzeczy ważne od tych mniej ważnych. Swoje sukcesy i porażki. Potrafię zachować tę jakże potrzebną równowagę. Moja dążność do higieny umysłowej, zachowanie równowagi sprawia, że jest niewiele sytuacji, które mają wpływ na moją psyche niekontrolowanie. Nie oznacza to jednak, że nie ma we mnie empatii, wręcz przeciwnie, ale tej konstruktywnej, aktywnej, pozbawionej niepotrzebnych złudzeń. Mogę wtedy efektywniej skupić się na efektywnej pracy. Podnoszę sobie systematycznie poprzeczkę. Sobie!
A jeśli inni traktują to jak rywalizację, to już naprawdę nie mój problem. Staram się wszystko robić na sto procent, bo taka już jestem. Nie dla pochwał, laurów, zaszczytów i funkcji. Jednakowoż mam wrażenie, że niektórzy tego nie chcą lub nie potrafią zrozumieć.







