Kochamy i traktujemy czworonogów, jak swoich największych przyjaciół. Nie wszyscy jednak to potrafią zrozumieć, jak można psa czy kota uczłowieczać , traktując jak kogoś bardzo bliskiego.
Mawia się, że najedzony nie zrozumie głodnego i na tej samej zasadzie, tym co nie mają zwierząt, trudno jest pojąć, jak można tak bardzo zbliżyć się i zaprzyjaźnić z psem, czy kotem.
Historia, którą chciałabym opowiedzieć dotyczy męża mojej dobrej znajomej. Otóż nie mógł on pojąć, jak można psa trzymać w domu, ba! rozmawiać z nim, ba! przytulać się do niego, ba! nawet spać z nim w jednym łóżku.
Był orędownikiem zasady, pies to pies i jego miejsce jest raczej w budzie, a nie w sypialni. A wszystkich tych, którzy nie przestrzegali tej zasady, uważał co najmniej za dziwaków.
Do czasu……….
Kiedy to do miejsca, w którym pracował, przyplątał się bezdomny mieszaniec. Mały, rudy z czarnymi oczkami, szukający rozpaczliwie miłości, akceptacji i domu. Ów mąż znajomej pracował w grupie kilku mężczyzn, ale pies jakby na przekór, upatrzył sobie właśnie jego. Chodził za nim krok w krok. Ich znajomość zaczęła się od dokarmiania kanapkami z drugiego śniadania. Dzień po dniu coraz lepiej się poznawali. Przyszła sroga zima, i by maluch nie zamarzł przetrzymywano go w pomieszczeniach zakładu. Właściciel zakładu z uwagi na bezpieczeństwo pracy, zabronił by pies tam zamieszkał na stałe.
Trzeba było zdecydować, kto z pracowników się nim zaopiekuje na stałe. Nie było wątpliwości, koledzy wskazali na męża mojej znajomej. Po namowach żony, zdecydowali się zaadaptować „maluszka”
I stało się coś, co wymyka się opisowi.
Ten cudowny wesoły psiak w pewnym sensie odmienił życie męża mojej znajomej. Z introwertyka stał się człowiekiem otwartym, umiejącym okazywać uczucia. Całe pokłady empatii, które ukrywał gdzieś głęboko, znalazły swoje ujście. „Maluszek ” stał się katalizatorem czegoś nowego i wyjątkowego.Wielkiej przyjaźni i miłości między nimi.
Ich spotkanie wzajemnie wpłynęło na ich życie, dlatego ta przyjaźń niby zwyczajna, a tak niezwyczajną jest.







