Była obdarzona niezwykłą skalą głosu i z tego powodu nazwano ją „ głosem”.
Whitney Houston.
Postać niezwykła, co tragiczna. Los, mimo bycia na szczytach kariery muzycznej, mimo niezliczonych nagród, mimo bogactwa, obszedł się z Nią okrutnie. Od lat uzależniona, pewnie nie potrafiła cieszyć się, ani swoją karierą, ani przede wszystkim życiem.
Odeszła, śmiercią nazbyt przedwczesną, głupią, niepotrzebną, tworząc wielką wyrwę w sercach swoich fanów.
Kiedy po raz pierwszy obejrzałam z Nią film „Bodyguard „ a tak właściwie kiedy usłyszałam Ją w piosence : „ I have nothing”, to pomyślałam sobie, że to nie jest przypadek, że wyjątkowo piękna kobieta została obdarzona tak wyjątkowym głosem. To były dary niezwykłe .
Ale czy wystarczyły? Niestety życie pokazało również swoje okrutne oblicze, chcąc uświadomić nam o jakiejś nieopisanej równowadze? Ostrzegając, że nie możemy mieć wszystkiego ?
Te pytania zostaną bez odpowiedzi.
Przedwczesna śmierć Michaela Jacksona, Amy Whitehouse i Whitney Houston są dowodem na to, że ich wyjątkowość, wrażliwość i wielki talent przegrały z życiem.
Jedno jest pewne- ich niezwykła muzyka pozostanie.







