Jestem tuż po lekturze blogu Sylwii Kubryńskiej: „ List którego już nie ma”
Muszę się przyznać, że mimo fatalnej pogody za oknem, tekst ten wprowadził mnie w cudowny, klimatyczny nastrój…
Otóż, autorka wspomina czym był dla nas list. W jak w niezwykły sposób łączył ludzi. Pisany odręcznie, zdradzał nasze emocje, uczucia, nastroje, charakter, czy usposobienie. Nie wspominając już o listach miłosnych, które jakże często podkreślały to wyjątkowe uczucie.
Internet, e-mail, czat, Fb to znak czasu, symbole postępu cywilizacyjnego i nie da się tego zatrzymać, ale jakże to nas oddala od siebie. Jak bardzo odrealnia nasze kontakty. Sprawia, że tak naprawdę nasze kontakty w sieci są, jak ta zimna tegoroczna wiosna.
W listach była bliskość i prawda o piszącym……
Myślę, że nie jedno z nas, przechowuje głęboko na strychu, w starych kufrach, szafach, listy przewiązane kolorową tasiemką, do których bardzo tęsknimy i do których wracamy we wspomnieniach…
Bo każdy z tych listów to swoista historia autora i adresata…







