Tak! czapki z głów, przed Piotrem Piotrowskim, Dyrektorem Muzeum i dr Pawłem Leszkowiczem, pomysłodawcą wystawy o homokulturze.
Bo trzeba nie lada odwagi, by w Polsce, w Muzeum Narodowym, zdecydować się na wystawę o takiej tematyce.
Planowana na czerwiec przyszłego roku, a już ostro krytykowana przez różne środowiska polityczne, ale i niestety, co gorsza naukowe.
Sam szum wokół wystawy pokazuje, jak trudna to materia do przetrawienia w Rzeczypospolitej. Wolimy raczej udawać, że homoseksualizmu nie ma, że nie istnieje kultura homoseksualna, niż zaakceptować fakty. Zaakceptować, że świat jest różnorodny, kolorowy, nie wyłącznie czarno-biały. Oportuniści boją się, że wystawa obnaży prawdę, a mianowicie to, że homoseksualizm jest tak stary, jak stara jest ludzkość.
Padają zarzuty że: „homoseksualiści to marginalna grupa, a Muzeum Narodowe utrzymywane jest z publicznych pieniędzy i służy Narodowi, a nie grupom wyizolowanym. Homoseksualizm to grupa marginalna, wyizolowana, nie identyfikująca się ani z tradycją ani kulturą narodową „.
Te słowa są w najwyższym stopniu dowodem na dyskryminację, na nietolerancję, na arogancję i na pozbawienie homoseksualistów prawa do pokazania szerokiemu odbiorcy ich kultury na przestrzeni dziejów.
Na wystawie będzie można zobaczyć obrazy, fotografie, rzeźby z różnych epok, od średniowiecza po współczesne dzieła, w których widać mocno zarysowane wątki gejowskie i lesbijskie.
Panie dyrektorze!
Trzymam kciuki za sukces tej wystawy, mając nadzieję na powolne przełamywanie stereotypów myślenia o tej grupie kulturowej, również naszego społeczeństwa!







