Dzisiejszy szum medialny w sprawie sterylizacji pani Wioletty wywołał we mnie mieszane uczucia. Dlaczego?
Panią położnik, która przeprowadziła ten zabieg, być może czekają zarzuty:
Przeprowadzenia zabiegu bez zgody pacjenta lub pozbawienie zdolności płodzenia.
Z normami prawnymi można się nie zgadzać, ale należy je respektować. I to jest poza dyskusją. Jednakże sytuacje życiowe bywają czasem nieprzewidywalne. Nie wszystkie sytuacje można ująć w ramy prawne. Nie wszystkie okoliczności przewidzieć.
Wątpię, że pani położnik wykonująca zabieg podwiązania jajowodów, podczas cięcia cesarskiego, kierowała się jakąkolwiek arogancją, jak niektórzy twierdzą. Sądzę, że wyłącznie dogłębną wiedzą medyczną i lekarską troską o zdrowie i życie pani Wioletty.
Prosta logika również przemawia za panią położnik. Bo kto jest tak skrajnie głupi, by sterylizować pacjentkę i narażać się na odpowiedzialność karną w imię jakich ambicjonalnych powodów?
Kto jest tak skrajnie naiwny i sterylizuje pacjentkę i mówi jej o tym, skoro jest to bez zgody pacjentki zabronione prawem?
Myślę, że sytuacja zaskoczyła panią położnik na stole operacyjnym. Stwierdziła, że kolejna ciąża przyniosłaby poważne zagrożenie dla zdrowia i życia pacjentki.
Macica była pęknięta, a to bardzo źle rokuje kolejnym ciążom. Musiała podjąć szybką decyzję śródoperacyjną i zaryzykowała swoją reputacją zawodową w imię wyższych wartości, jakim jest życie i zdrowie człowieka.
I jeszcze jedno, gdyby to była wyłącznie arogancja lekarza, pacjentka nigdy by się o tym nie dowiedziała.
Pani położnik, pewnie zgodnie z obowiązującym prawem, poniesie konsekwencje tego czynu. Chciałam tylko wykazać, że mógł to być zupełnie inny motyw postępowania, niż się to jej przypisuje.







