Ciągle pada! Asfalt ulic jest dziś śliski jak brzuch ryby,
Mokre niebo się opuszcza coraz niżej,
żeby przejrzeć się w marszczonej deszczem wodzie.
A ja?
A ja chodzę desperacko i na przekór wszystkim moknę,
Patrzę w niebo, chwytam w usta deszczu krople,
patrzą na mnie rozpłaszczone twarze w oknie, to nic…
(…) a ja chodzę i nie straszna mi wichura ni ulewa,
Ani piorun, który trafił obok drzewa,
słucham wiatru, który wciąż inaczej śpiewa (…)
Te słowa znanej piosenki Czerwonych Gitar, nie mają nic wspólnego z tym, co przynosi nam aura od tygodnia.
Cała Polska skąpana w deszczu, na południu podtopienia, realna groźba powodzi, pierwsze ofiary.
To prowokuje do refleksji: wszyscy możni, najgodniejsi, najmądrzejsi, najsilniejszy, najbardziej wpływowi, są niczym wobec żywiołu natury.
Są zaledwie małym, nic nieznaczącym „pyłkiem”. I to uczy pokory. Powinno uczyć.







