Jaki świat i ludzie potrafią być fascynujący, nie potrzeba specjalnie udowadniać. Przekonujemy się o tym codziennie.
Jestem właśnie po przeczytaniu informacji o niezwykłym małżeństwie Norwegów, Marianne i Werner Lovlie, którzy podróżują po świecie od 28 lat – pieszo, mając cały swój dobytek na grzbietach swoich osiołków i 250 tysięcy kilometrów za sobą. Informacja zawierała opis wydarzenia, kiedy to zatrzymali się w Polsce, rozbili obóz w lesie nieopodal Golubia-Dobrzynia. Ktoś w nocy zastrzelił im jednego z osiłków, podobno jakiś kłusownik.
Zastanawiam się co o tym myśleć? Czy to czysty przypadek, bo kłusownicy są na całym świecie, czy co gorsza, nie było to przypadkiem, a kolejnym przejawem agresji wobec inności, przejawem nietolerancji, głupoty, bezduszności, niegościnności.
Chciałabym wierzyć, że nie.







