/według „Słownika Wyrazów Obcych” Wydawnictwa Europa, pod redakcją naukową prof. Ireny Kamińskiej-Szmaj, autorzy: Mirosław Jarosz i zespół. ISBN 83-87977-08-X. Rok wydania 2001/
To- „wyraz, zwrot lub konstrukcja zdaniowa właściwe językowi danego regionu kraju,
lub poświęcanie uwagi jedynie sprawom prowincji; zaściankowość, parafiańszczyzna”.
Tyle mówi definicja słownikowa, a jak ów prowincjonalizm wygląda w życiu?
Myślę, że znacznie inaczej jak w definicji. Otóż, uważam że jego odbiór jednak jest bardzo osobisty.
Dla mnie prowincjonalizm wcale nie musi się kojarzyć pejoratywnie. W moim pojęciu prowincjalizmu ukrywa się pewna nutka sentymentalizmu, specyficznej więzi lokalnej społeczności, przywiązania do miejsca, tradycji, przyjaźni międzysąsiedzkiej. Być może nawet nasączonej wścibskością, ale tej w dobrej wierze.
I nie zgodzę się, że zaściankowość to wyłącznie cecha prowincji. Zaściankowość nie powinna być determinowana miejscem. Ona albo w nas jest, albo jej nie ma, bez względu na to czy mieszkamy w metropolii czy na tzw. „za…piu”.
Migracja wewnętrzna i za granicę, zdecydowanie zmieniła postrzeganie kraju i świata z innej, niż prowincja perspektywy. Podróżujemy po globalnej wiosce, obserwujemy, podglądamy i szybko się uczymy. Prowincjonalizm nie równa się już zaściankowości i prowincji jako miejsca kojarzącego się z tandetą czy brakiem profesjonalizmu. Prowincjonalizm zmienił swój wymiar i znaczenie.
Takie mnie dzisiaj dopadły rozważania po prapremierze filmu ‘Operacja Dunaj” na „ prowincji”, czyli w mojej rodzimej i ukochanej Nowej Rudzie.







