Pracujemy, gdzieś biegniemy, do czegoś dążymy, ścigamy cel,bpodążamy za czymś, odliczamy dni, poganiamy czas. Tylko tak naprawdę po co?
Przecież po drodze jest życie, tu i teraz.
Mam, wrażenie, a raczej przekonanie, że nastały czasy, w których zapominamy o teraźniejszości . Żyjemy w dwóch wymiarach czasu : przeszłym i przyszłym. Przeszłym, by mieć punkt odniesienia, przyszłym, bo wciąż do czegoś dążymy.
Jesteśmy niewolnikami własnego kieratu, codziennym utartych kolein. Od wschodu do zachodu, od porannej kawy, do wieczornej herbaty, od „dzień dobry” do „dobranoc”, od … do…
Ale między „dzień dobry”, a „dobranoc” jest dzień…
Jest radość i jest smutek, jest słońce i jest deszcz, jest przyjaźń i jest kłótnia, jest zazdrość i jest miłość, jest praca i jest odpoczynek, jest posiłek i jest pragnienie, jest ból i jest radość, są słowa i jest milczenie, jest myzyka i jest cisza, jest droga i jest postój, jest zdrowie i jest choroba, jest życie i jest śmierć, jest bliskość i jest dystans, jest uśmiech i są łzy, są uniesienia i są upadki, jest suces i jest porażka, jest białe i czarne, ale jest też tęcza…
Tak zwyczajenie po drodze jest życie…







