Przysłowiowa „szklana do połowy pełna”, lub jak ją inni postrzegają – „do połowy pusta”, jest znakomitą miarą poziomu naszego optymizmu.
Jak bardzo jest to znamienne, przekonujemy się codziennie w setkach sytuacji.
Życie według zasady: „szklanki do połowy pełnej”, jest piękniejsze, cudowniejsze, weselsze, bez stresu, czarnowidztwa, marudzenia, utyskiwania i zamęczania swojego otoczenia. I szczerze mówiąc ten sposób na życie stanowczo bardziej mi odpowiada.
Niestety miewam „chwile słabości” i wtedy szklanka może być nawet pełna, ba! przelewać się, a ja i tak widzę, że jest pusta.
Na szczęście zawsze, jest tak, że kryzysik bywa chwilowy i dosłownie wystarczył mi maleńki impuls, błysk, a nade wszystko słowo kogoś bliskiego i natychmiast świat staje się piękny, a ja jestem przygotowana „przyjmować wszystkie problemy i problemiki na klatę”.
To niesamowite, jakie człowiek ma w sobie pokłady optymizmu, wystarczy tylko posiąść tę tajemną wiedzę, jak go można uwolnić.







